bez śladu blizny

Kierowca pekesu częstuje pasażerów oscypkami.
- Kolega miał kurs do Zakopanego – wyjaśnia. W ciemności odłamujemy po kawałeczku sera i podajemy woreczek siedzącym z tyłu. Tymczasem tłuste cielsko autobusu wytacza się z miasta i wbija długimi światłami w mrok.
Droga jest pusta, ocieka rozjeżdżonym śniegiem, zakręca wzdłuż wirażu białych i czerwonych refleksów, a potem rozpływa się w ciemności – w miejscu, gdzie biel pól szarzeje raptownie i zrasta się z niebem nie pozostawiając blizny.
Radio gra cichutko „Za zamkniętymi oczami” Myslovitz, a ja gryzę ser i nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że wszystko – absolutnie wszystko – jest możliwe. Możliwe, że jeszcze mnie kochasz i możliwe, że nie przestanę cię kochać nigdy; te dwie możliwości zrastają się dzisiaj ze sobą bez śladu blizny.
Przerzucając wzrok nad szczupłym ramieniem nieznajomej dziewczyny, wygladam przez przednią szybę: prujemy prosto w zawieszony nisko półksiężyc.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „bez śladu blizny

  1. ireo pisze:

    to jest wspaniały scenariusz do komiksu (noc nabazgrana czarnym mazakiem, sylwetka chudej nieznajomej, zbliżenie na oscypek, mroczny księżyc, „WRRROOOAAAAAMM!” za jelczem)

  2. at-last pisze:

    „niech niemożliwe stanie się możliwe” – taki motto wisi nad moim biurkiem :)

  3. Marthe pisze:

    proza poezją pisana, to lubię

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>