ctmbsc. piotruś i chłopaki (II)

Udar wiedział, że zabawa dopiero się rozkręca. Uwielbiał za to kumpla. Ksywa Maksa wbrew pozorom nie wzięła się od imienia, ale od cechy charakteru. Maks, czyli Wiesław Stefanko, wszystko co robił, robił na maksa. Gdy rówieśnicy popalali trawkę, wstrzykiwał sobie herę. Gdy szli na odwyk, na trzy dni przypinał się kajdankami do kaloryfera i połykał kluczyk. Jak pił, to do torsji. Jak szedł do biblioteki, to po „Ulissesa”. Kochał się bez gumki. Zamiast alzheimera spodziewał się AIDS i raka z przerzutami. A kiedy prowadził samochód, pedał gazu wciskał w podłogę tak, że przypominał korek w wannie.

Teraz też letnie michelinki w audi zapiszczały, gdy skręcili w wyremontowaną za unijne pieniądze Górniczą. Ale w połowie drogi Maks sadystycznie odbił w prawo, by zamiast gładziutkim asfaltem Piotruś przez chwilę podelektował się wielokroć zrywanym brukiem ulicy Szpitalnej. Kanciasta, pamiętająca kampanię napoleońską kostka, była przedmiotem dumy i troski Towarzystwa Miłośników Miasta,w którym udzielał się tatuś kurdupla. Z jakiegoś powodu Maksowi zależało, by potomek prezesa też docenił tę spuściznę.

Nie dane mu było rozpędzić auta do przyzwoitej prędkości. Ledwie wcisnął trójkę, zza ciut przywiędłych już krzaków forsycji wyskoczyło coś czarnego. Łypnęło na kierowcę żółtymi ślepiami i desperacko rzuciło się pod koła samochodu. Zadudniło głucho o podwozie. I zniknęło.
- Kurwa, co to było? – jęknął Udar i obrócił się na fotelu pasażera. O ile dobrze widział przez tylną szybę i zapadający z wolna zmierzch, na napoleońskiej kostce nie było nic, żadnego rozpłaszczonego ciała, ani plamki krwi, rozbryzgów mózgu, kawałków kości; nic poza odrobiną plastiku i stłuczonego szkła, świadczących, że naprawdę w coś wjechali.
Gdy ciemny kształt uderzył w maskę, Maks odruchowo przyhamował, ale zaraz dodał gazu, wjechał w Kościuszki i popędził na przedmieścia. Jechali w milczeniu, Udar tylko kręcił wielką głową, a wypowiedziane na Szpitalnej pytanie wciąż brzęczało im w uszach, bo czas rozciągnął się jak miętowa guma do żucia lub jakieś inne żelatynowe świństwo. Maks odezwał się dopiero, gdy zaparkował audi w garażu przy tancbudzie. Kucnął przy zbitym reflektorze, wyjął z niego kłaczek sierści, przez chwilę oglądał go w świetle żarówki, a potem obłąkańczo zarechotał.
- Pieprzony kot. Przejechaliśmy pieprzonego kota.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „ctmbsc. piotruś i chłopaki (II)

  1. ~Kornel Morgański pisze:

    Z przyjemnością przeczytałem kilka fragmentów, wybacz, na tle blisko stu dzisiaj przeczytanych produkcji literackich, twoje dzieło mieści się w pojemnym standardzie, przyzwoitych, nie pogrążających literatury i jej animatorów. Wierz mi to pochlebna uwaga zważywszy jak wielu zajmuje się uprawianiem pisarstwa. Pozdrawiam Kornel!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>