ctmbsc. piotruś (cd cd)

Auto podrywało z drogi pył, łuski słonecznika, źdźbła traw, płatki kwiatów jabłoni, opakowania po Laysach i Grześkach. Maks trąbił na dzieciaki, które z okazji soboty wyciągnęły z bloków rowerki i hulajnogi. Zepchnięte pod żywopłoty z ligustru wodziły nienawistnym wzrokiem za białym audi, które kręciło siódme albo ósme kółko wokół ich osiedla. Buczenie klaksonu odrywało od codziennych zajęć ich matki; zaniepokojone, wychylały się przez otwarte na oścież okna. Coś krzyczały. Pewnie kurwa, kurwa, kurwa. Piotruś, niesłyszany i niewidziany przez nikogo poza sinobrodym starcem, telepał się po bagażniku. Pojął rytm przeciążeń i podrzutów, instynktownie starał się do niego dopasować, i na ile pozwalały mu więzy, to naprężał mięśnie, to ulegle przywierał do blachy. Tańczył. Dziwnie się tańczy w pudełeczku metr na metr na pół, ale on czuł, że to potrafi. Starzec kiwał głową i uśmiechał się zachęcająco.

Maks prowadził jedną ręką. Leciutko, jak w walcu wiedeńskim, kręcił kółko za kółkiem, a potem nie zdejmując nogi z gazu gwałtownie skręcił kierownicę w prawo i audi prezesa z fasonem wyjechało na miasto. Chmurka ciągniętego za nimi pyłu jakby przez chwilę zawahała się na wirażu a potem opadła. O tej porze dnia Górnicza była tak zastawiona samochodami, że z dwóch pasów jezdni robiła się praktycznie jednopasmówka. Za przedszkolem Maks musiał przyhamować, by przepuścić nadjeżdżającego z naprzeciwka brązowego busa UPC. Pisk opon zlał się z buczeniem klaksonu, a Piotruś stracił i rytm, i spokój.

- Chój – wrzasnął Maks i wystawił przez okno dłoń z wymownym układem palców, by kurier pojął, że popełnił poważny błąd i gdy następnym razem skrzyżują się ich drogi, nie skończy się na pouczeniu. Piotruś nie mógł słyszeć przekleństwa, a tym bardziej nie widział towarzyszącego mu gestu, ale poczuł niepokój, bo starzec zniknął.

Bóg jeden wie co się z nim stało. Może przesiadł się z bagażnika na tylną kanapę, by szepnąć Maksowi coś do ucha, bo źrenice Wiesława Stefanki rozszerzyły się jakby doznał olśnienia. Mieli z Udarem jechać prosto po gładkim jak stół asfalcie, ale plany się zmieniły. Po prawej był dwudziestometrowy kikut ulicy Miedzianej prowadzący do ulicy Szpitalnej – niewiele dłuższej, za to solidnie doświadczonej przez los, upersonifikowany na kształt fachowców. Na Szpitalną zaglądały na zmianę formacje remontowo-instalacyjne z gazowni, wodociągów, telekomunikacji i energetyki. Od co najmniej ćwierćwiecza stale ktoś tu rył koparkami, ciągnął kable, kładł rury, wymieniał zawory, coś spawał lub ciął palnikami acetylenowymi, wedle potrzeby. Instalacje szły – być może porządnie jak Pan Bóg przykazał – pod spodem, za to na powierzchni objawiał się nieopisany chaos. Ledwie jedni ułożyli osiemnastowieczną kostkę, drudzy ją zrywali, grunt to osiadał, to wybrzuszał się absurdalnie, a braki w kamieniu uzupełniano naprędce plastrami betonu, asfaltu lub polbruku, w zależności od tego, co akurat było pod ręką. Przez te operacje nawierzchnia Szpitalnej bardziej przypominała wybrukowany z fantazją wertep Mandżurii niż nobliwą ulicę w pępku Europy. Mimo tego historyczne walory arterii ani na moment nie przestawały być przedmiotem troski konserwatora zabytków i dumy kolegów Władysława Oskwarka z Towarzystwa Przyjaciół Miasta. Towarzystwo poświęciło im niejeden akapit w wydawanym społecznym sumptem miesięczniku i nawet Maks, który z założenia czytał tylko to co musiał, dowiedział się w końcu, jaki skarb kryje się za rogiem.

Uznając, że przyszła pora wykorzystać tę wiedzę w praktyce, Maks skręcił w tamtą stronę, a Piotruś poczuł, jak siła odśrodkowa rzuca go na blachy, na chwilę odpuszcza i z taką samą mocą targa w drugą stronę. Zrobiło mu się niedobrze. Zanim jednak chłopak zdążył przestraszyć się, że zwymiotuje w nowiutkim audi ojca, wóz gwałtownie przechylił się do przodu i podskakując na nierównościach potoczył się w dół Szpitalną. A chwilę później wstrząśnięty, dosłownie wstrząśnięty, Piotruś uderzył głową w klapę bagażnika i po raz drugi tego wieczora stracił przytomność.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>